Dlaczego mój blog nigdy nie będzie odpicowanym blogiem wnętrzarskim z czystymi dziećmi i nieskazitelną białą ścianą w tle.
Miałam marzenie, że będę tu pisać o wnętrzach i nic, ni słówkiem nie pisnę o tej gromadzie zbójców.
Tak było do wczoraj.
Wczoraj nasz nowo odnowiony <sic!> stół doznał szkody, co i tak uważam za sukces. Nie fakt, że w końcu go dopadli, ale ten, że stało się to dwa miesiące po renowacji- myślę, że to obiektywnie dobry wynik.Dwa miesiące był śliczny.
Śliczny stół.
I tak właśnie stoję nad tym stołem, piąty syn mi trochę przesłania widok, ale może to i lepiej, nie widzę dokładnie. I tak rozmyślam i patrzę przez brzuch na trzy wielkie kreski. Czarne. Nieregularne. Nie do usunięcia. Piękne ślady popołudniowego rysowania. Cienkopisem. Mojego dwulatka. Po stole. Nie po kartce.
I patrzę i już wiem, że mój blog nie ucieknie od dzieci.
Mój stół tym bardziej.
Moje schody w trudzie szlifowane.
Moje podłogi na dniach wymieniane.
Nie uciekną przed zgrają chłopaków poniżej 8 roku roku życia.
Nic się nie ostanie, wszystko zostanie zdemolowane przez naszych 4 synów.
Moja rola polega na zrobieniu zdjęć przed demolką. Albo właśnie po.
I tak stoję nad tym stołem.
Słońce zachodzi.
Pisaków ślad nie schodzi.
I już wiem, że mój blog wnętrzarski będzie miał inną twarz niż planowałam.
Prawdziwą i jedyną jaką mamy -twarz , gdzie w tle zawsze będzie czterech a już niebawem pięciu umorusanych czekoladą mistrzów demolki domowej.
Bo my to oni, a oni to my.
Jedna mama z bzikiem wnętrzarskim.
Jeden tata stolarz.
5 synów.
Kanarek
I kot.
I nasz remont.
Czyli masakra totalna zamiast blogowego ładu i ideału.
Białe ściany w plamach po kakao.
Obite schody.
Porysowany stół.
Skandynawski minimalizm zawalony plastikowymi autkami.
I wieczny bałagan.
I dobrze.
Słońce zachodzi.
Pisaków ślad nie schodzi.
I już wiem, że mój blog wnętrzarski będzie miał inną twarz niż planowałam.
Prawdziwą i jedyną jaką mamy -twarz , gdzie w tle zawsze będzie czterech a już niebawem pięciu umorusanych czekoladą mistrzów demolki domowej.
Bo my to oni, a oni to my.
Jedna mama z bzikiem wnętrzarskim.
Jeden tata stolarz.
5 synów.
Kanarek
I kot.
I nasz remont.
Czyli masakra totalna zamiast blogowego ładu i ideału.
Białe ściany w plamach po kakao.
Obite schody.
Porysowany stół.
Skandynawski minimalizm zawalony plastikowymi autkami.
I wieczny bałagan.
I dobrze.
hehe sama prawda :)
OdpowiedzUsuńHaha :)
UsuńSamo życie :-) ja mam póki co 3 synów i marze o białych ścianach, ale to może na wiosne :-) pozdrawiam
OdpowiedzUsuńbardzo sympatyczny wpis, wymyślcie do tego melodię i wyszłaby niezła piosenka;)
OdpowiedzUsuńHahaha piosenka o bałaganie:D
UsuńTak trzymaj!
OdpowiedzUsuńCodzienność nie jest taka perfekcyjna jak się widzi. Zbyt często bierzemy do siebie zdjęcia z internetu, próbujemy im dorównać. Jednak z dziećmi się nie da ;) Może utrzymać ład, ale trzeba co chwilę sprzątać ;)
OdpowiedzUsuńWiadomo- szczególnie ta z Instagrama :)) Ale ja się wciąż zastanawiam,jak te mamy które mają takie PIEKNE domy są w stanie nawet na te pół godziny do zdjęcia mieć porządek i nic nie jest popisane, zniszczone :)
Usuńale jakież piękno w tym życiu tkwi... pięciu synów! każdy stół i każdą białą ścianę bym oddała! zazdroszczę i gratuluję :)
OdpowiedzUsuńChyba dzieci zmieniają wszystko i już nie da się od nich uciec;)
OdpowiedzUsuńDzieciaki to taki żywioł, że nic się przed nimi nie ukryje :)
Od niedawna oglądam Was na Instagramie ;) Ja chciałam być wnętrzarką, ale mi nie wyszło - za chwilę miną 2 lata od przeprowadzki, a nas nadal nie stać na krzesła, więc o dekoracjach mogę sobie pomarzyć :D Powstał więc nowy blog, o tym co znam najlepiej - nieśmiałości :)
OdpowiedzUsuń:) wnętrzarstwo to chyba marzenie co drugiej dziewczyny :D Atak serio, ja mam nadzieję że uda nam się dostać kredyt( a uwierz dostać kredyt będąc rodziną wielodzietną to cud) dzięki czemu kupimy i zrobimy remont domu w którym teraz sobie pomieszkujemy.
UsuńA nieśmiałośc to super temat!
Świetny wpis, również pożegnaliśmy się ze skandynawskim minimalizmem...
OdpowiedzUsuńDziekuję:) Ach ten skandi minimalizm- jak one to robią te matki blogerki ? :D
UsuńJa nawet przy jednym małym "Potworze" mam podobnie - wszędzie odciski małych rączek i paluszków, mazaje długopisem i kredkami, plastelina powgniatana w dywany ;) Dlatego jakoś nie chce mi się wierzyć, kiedy mamy prezentują u siebie takie idealne, wymuskane wnętrza jak z katalogu Ikei ;) Wolę rzeczywistość i prawdę, niż wykreowany wirtualny wizerunek :)
OdpowiedzUsuńA ja bym chciała mieć z kolei chociaż jednego takiego cypiska :) Dom bez dzieci to chyba jeszcze dom nie w pełni pełny ;) Dobrze że macie fach w ręku to sobie odnowicie na jasień ponownie :D
OdpowiedzUsuńno tak, ale Wy macie zwierzynę:) Mąż mi powiedział że to był ostatni raz jak dźwiga ten stół do warsztatu :D Bo po szlifowaniu schodów w domu mamy dość:)
Usuńmatko czterech synów, to szukam zdjęć tej demolki :) Ja, z jedną, 10-miesięczną córką co prawda,miałam wielki problem by przyzwyczaić się, że mój salon przestał być mój. a stał się pokojem pełnym zabawek. Wciąż jednak mam nadzieję, że zabawki przeprowadzą się do pokoju córki, jak trochę urośnie ;P :P :P
OdpowiedzUsuńPięciu synów, to dopiero historia! <3
OdpowiedzUsuńMoja córka popisała permanentnym pisakiem szafke z mdfu w kuchni. Podpisala sie imieniem ;) Dopiero po roku udało mi się to zmyć - taka biala magiczna gabka do mycia scian. Moze i u Wasbzejdzie :)
OdpowiedzUsuńUśmiałam się 😉 Gratuluję rodzinki i zacięcia w pracach remontowych.
OdpowiedzUsuń